Karmo, wróć!

Zmarł Michał Głowiński, dzięki któremu dawno temu miałam co włożyć do garnka – „trojaczki” (czyli „Zarys teorii literatury” Głowińskiego i Sławińskich) były jedną z najczęściej kserowanych lektur w moim ksero w Nauczycielskim Kolegium Języka Polskiego. xD

Chciałam w Biedronce kupić jego zbiór opowiadań, zauważony jakiś czas temu, ale nie mogłam znaleźć. No nic, poszłam dalej, przy okazji przytrzymując upadającą drabinkę, bo pani z obsługi zawadziła o nią, przeciągając wielką paletę, zgarnęłam z półek co chciałam i gdy wracałam, zbiór opowiadań leżał akurat na widoku. Wzięłam, podeszłam do kasy – i okazało się, ze nie ma kodu w systemie.

Cóż, wróciłam do kosza i przeszukując go dogłębnie w poszukiwaniu innego egzemplarza, pomogłam starszej pani wybrać prezent dla wnuczki. Zastałam ją nad „Małymi odkrywcami Montessori”, czy to nie za poważne, bo jednak wnuczka to dopiero druga klasa, roztrzepana, wysoka i ładna, i czy to aby dla dziewczynki?… – no więc cóż, powiedziałam, to nie ma tak, że coś nie jest dla dziewczynki, w końcu kobiety w nauce też coś znaczą, choćby Skłodowska-Curie – w efekcie pani wzięła dwa egzemplarze, jeden przyrodniczy, drugi krajoznawczy.

I tak sobie teraz myślę, czy dzięki temu, że zmarł Głowiński, że chciałam kupić jego opowiadania, że pomogłam ekspedientce z drabinką, że ktoś nie nabił ceny – czy dzięki temu wszystkiemu będziemy za kilkanaście lat mieli kolejną słynną naukowczynię?

Chciałabym. 🙂

(Lem uwielbiał analizować takie ciągi przypadków…)

Dodaj komentarz