Dojrzewam do zmian

Ale powoli.

Generalnie chcę moje blogowanie podzielić na prywatne, o sobie i życiu – dla znajomych, oraz na recenzje, reportaże z konwentów, a może nawet szkice prelekcji (prezentacje z punktami do omowienia przy kazdym slajdzie i bibliografią) – dostępne publicznie.

Ale waham się z co najmniej dwóch powodów.

Pzecz w tym, że nie lubię WordPressa, ale nie ma innego silnika dającego równie wiele możliwości.

Oraz nie mam przekonania, czy blog to dobre medium. Bo wymaga aktywnego zaglądania, czyli pamiętania, żeby zajrzeć. W przypadku bloga na hasło, wymaga pamiętania hasła, a hasło to zawsze jakieś ryzyko dla obu stron.

Może lepiej by było każdy nowy wpis wysyłać abonentom – przynajmniej dopóki ich nadopiekuńcze serwery nie zablokują tychże newsletterów jako spamu?

A i jeszcze jedno – i blog, i newsletter są dość jednostronne – nie dają komunikacji zwrotnej. Piszę tu już od kilku miesięcy, wrzucałam adres zarowno blizszym znajomym, jak i ogolnie znajomym na fejsie (a mam ich ponad szescset osób), a nawet w jednym poście dostepnym publicznie. Efekty?

Od lipca do teraz licznik na tym blogu pokazuje trochę ponad sto wejść. Dopiero jedna osoba zapisała się na powiadomienia. Komentarzy – zero. Tak wyglada blogowanie w czasach fejsa.

Więc za każdym razem, gdy w odpowiedzi na moje narzekanie na fejsa ktoś sugeruje, ze przecież są takie świetne, bezpłatne systemy jak Diaspora, Mastodon czy co tam jeszcze Fediverse ma, ogarnia mnie gorzki śmiech.

Niemniej, coś w końcu zrobię. Tylko jeszcze nie wiem, co.

Dodaj komentarz