Taki sobie rancik

Od dluzszego czasu (2016?) mam problemy z poruszaniem sie po schodach. Dodatkowo zaliczylam jakis czas temu kontuzje stopy i mam ja oszczedzac.

No wiec w ramach oszczedzania stopy przyjechalam na Dni Fantastyki rowerem. Juz na bramce zostalam zatrzymana – „bo nie jezdzimy rowerem po terenie konwentu”. Tak, jasne, na pewno zamierzalam zasuwac alejkami rozganiajac ludzi. Argument, ze mam problem z poruszaniem sie pieszo do bramkarza nie trafil.

Wybierajac sie na prelekcje na pierwszym pietrze zapytalam o winde. Dowiedzialam sie, ze winda jest, ale, cytuje: „tylko dla niepelnosprawnych”. Koniec cytatu. Niestety nie mam zadnego orzeczenia o niepelnosprawnosci, wiec poszlam schodami. Na szczescie to tylko pierwsze pietro. Tyle ze wysokie.

Po pierwszej prelekcji czas na druga. No wiec ide z zaprzyjaznionymi prelegentkami – i nagle haltuje mnie kolejna helperka. Bo one korzystaja ze skrotu w strefie VIP, a jak nie jestem gosciem konwentu, to nie moge tedy przechodzic. Niewazne, ze ide z grupa znajomych – w jakis sposob naduzywam przestrzeni przeznaczonej dla lepszej kasty.

Teoretycznie powinnam grzecznie pojsc dookola, bo dla zwyklych smiertelnikow wejscie jest z drugiej strony budynku, na szczescie inna helperka sie nade mna zlitowala i pomogla mi dotrzec na miejsce.

Mam dzis krotki lont po obsuwie z wysylaniem powiadomien z Coperniconu na dednejmy, i jestem klientka bez krawata, awanturujaca sie o roznosci.

Niemniej DF-y po raz kolejny pokazuja, ze uczestnicy konwentu to zlo, i najfajniej by bylo nigdzie ich nie wpuszczac, bo tylko przeszkadzaja.

Dodaj komentarz