Mam lapka z 2015 roku z dyskiem SSD – początkowo 250 GB, ale w 2019 zmieniłam na 500 GB. I od dwóch lat, jeśli nie więcej, znów mam za mało miejsca.
Przy okazji porządków znalazłam jeden z moich zewnętrznych dysków i postanowiłam zrobić trochę miejsca, zrzucając cześć starych plików na dysk zewnętrzny.
No ale Windows to Windows. System istniejący od dobrych 30 lat. I nadal nie umie się połapać, że jeśli chcę skopiować katalog z jednego dysku na drugi, to nie ma sensu kopiować najpierw wszystkiego do tymczasowego katalogu na tym pierwszym (zapchanym), a potem przenosić.
Spróbowałam Total Commandera. Ech, też korzysta z systemowego kopiowania, zamiast po prostu przerzucić plik.
No więc pomyślałam chwilę: git-bash. Czyli całkiem udana kopia linuksowego shella. Chyba już dalej od Windows pod Windows się nie da.
No ale tu się objawia kolejna właściwość Windows. Jeśli jesteś w katalogu użytkownika i chcesz wejść do podkatalogu Desktop w nadziei, że jest to ten systemowy pulpit, z którego korzystasz na co dzień… to nie jest to ten droid, którego szukasz. xD
Przeleciałam się po strukturze katalogów widocznej w git-bashu. NIE MA.
Ale zaraz, zaraz. Kliknięcie prawym klawiszem myszy na katalogu w systemowym Eksploderze Plików pokazuje jako jedną z opcji „open git-bash here”. No i udało się.
🙂
Jedno z codziennych zdziwień: w Windows nie tylko sowy, ale w ogóle nic nie jest tym, czym się wydaje.
(I najwyraźniej w WordPressie już też nie – coś mi rozjechało szablon, mam wrażenie. A taki ładny był, absolutnie minimalistyczny…)
Dodaj odpowiedź do nataliakarga Anuluj pisanie odpowiedzi